Jakie są szlaki turystyki pieszej w Słowenii? W bardzo pięknych i mało jeszcze zadeptanych Alpach Julijskich można znaleźć spokój i oddech od miejskiego świata. Trudniej natomiast o dobrą mapę, na której byłyby oznaczone szlaki do pieszych wędrówek. W Triglavskim Narodnim Parku – parku narodowym obejmującym niemal całość pasma znajdującego się po słoweńskiej stronie granicy szlaków pieszych jest niewiele i bywa, że zamiast po nich chodzi się ścieżkami „na azymut”. Czasami też trudno znaleźć coś co widnieje na mapie. Mimo to warto tam jechać, a ryzyko poważnego zabłądzenia jest raczej nieduże.

Jeśli docieramy na miejsce samochodem, po wschodniej stronie Alp Julijskich znajdziemy miejscowości Stara Fuźina i Goreljek. W obu można znaleźć nocleg, zasięgnąć nieco informacji i ruszać w góry. Od zachodu daje się wjechać do położonej nieco bardziej między górami osady Trenta, w której spotkamy prawie wyłącznie turystów i osoby, które na turystach pragną zarobić.

Z każdego z tych miejsc na najwyższy w masywie Triglava dostaniemy się piechotą w około 3-4 godziny. Czwarty szlak prowadzi od północy, a sam szczyt jest jakby Rzymem, do którego wszystkie drogi prowadzą. To najwyższa góra Słowenii, atrakcja turystyczna zarówno dla obywateli jak i przyjezdnych. Mimo to w porównaniu z naszymi Tatrami nie jest tu tłocznie. Wręcz przeciwnie. Przy gorszej pogodzie czujemy się jak na zupełnym końcu świata.

Na Triglav trafić dość łatwo, szlak jest oznaczony i zgodny z mapą. Gorzej robi się gdy postanowimy zdobyć Plaski Vogel, Rjavinę czy Debeli Vrh (tak, Słoweńcy też mają Diabli Szczyt, tylko trochę wyższy niż nasze Diablaki). Wszystkie te szczyty przekraczają 2300 m wysokości. W Polsce byłaby do nich raczej kolejka niż trudności ze znalezieniem szlaku. Dla Słoweńców góry to jednak nic nadzwyczajnego. Wokół jest ich pełno, niektóre jeszcze wyższe. Na przykład Śkrlatica, którą akurat da się w miarę łatwo zdobyć od strony północnego szlaku na Triglav.

Lepiej z oznaczeniem jest po włoskiej stronie. Tu po prawdzie Alpy Julijskie są niższe i mniej imponujące, ale również bardzo ładne i spokojne. Szlaki rozłożone są gęściej, nie sposób się zgubić. Także po tej stronie granicy znajdziemy warte wspinaczki dwutysięczniki.

Oba regiony – słoweński i włoski są od siebie dość wyraźnie rozdzielone, mimo iż samej granicy można nie zauważyć.

Można wybrać się na spontaniczny, mało przygotowany wypad w Alpy Julijskie i prawdopodobnie nawet zdobyć najwyższy szczyt Słowenii. Jeśli jednak chciałoby się w nich spędzić więcej czasu trzeba będzie trochę poszukać. Pomagają książki Jacka Płonczyńskiego, austriackie lub włoskie mapy regionu, które zdają się dokładniejsze niż polskie (np. wydawnictwo Kompas) i dobre rady, tych, którzy już tam byli.

Schroniska (np. Vodnikov Dom, Planika, Triglavski Dom) są położone bardzo malowniczo, przeważnie u podnóża gór. Pewnym problemem bywa ich zaopatrzenie – nie wszystko można w nich kupić. Im dalej od Triglava (po słoweńskiej stronie) tym trudniej coś znaleźć. Warto jednak poszukać, gdyż jest tu naprawdę pięknie. I tak spokojnie.