To co latem jest dziecinnym spacerkiem, w październikowej mgle potrafi przysporzyć pewnych trudności. Tak właśnie jest z Czerwonymi Wierchami. Prowadzący ich granią czerwony szlak graniczny wiedzie nas na wysokość ponad 2000m, ale jeśli pogoda dopisuje można go potraktować raczej jako wyprawę po wspaniałe widoki niż wyzwanie. Aura bywa tu jednak kapryśna, a pod koniec października jest po prostu zła. Mimo to jeśli nie obawiasz się trochę zmoknąć możesz wykorzystać jesień do przejścia grani. Wówczas jest tam znacznie mniej turystów.

Podczas gdy latem można zaplanować Czerwone Wierchy zarówno jako główny punkt programu jak też jako część całodniowej wycieczki np. przez Kasprowy Wierch, jesienią lepiej ograniczyć się do trasy ze Schroniska PTTK na Hali Ornat do Schroniska PTTK na Hali Kondratowej. Można ją pokonać w każdym kierunku. Można też zrobić pętlę, ale zajmie ona więcej czasu i powinni się na nią decydować raczej wyszkoleni piechurzy. Trasa Kondratowa-Ornat to około 5 godzin latem, jesienią natomiast bardzo trudno z góry oszacować czas przejścia przez Czerwone Wierchy. Jeśli na górze zastanie cię mgła, a szlak zrobi się śliski, będziesz iść nawet 7-8 godzin. Możesz też „odbić się” od grani jeśli zacznie się burza, podczas której nie byłoby tam zbyt bezpiecznie (zwłaszcza podczas podejścia na Ciemniak). Ostatnio nie było tam w październiku istotnej ilości śniegu, ale zdarza się i tak, że brnie się w miękkiej, mokrej brei. Wtedy może się okazać, że nie starczy tobie dnia na pokonanie całej trasy i nie będziesz miał też gdzie z niej zboczyć. Dlatego planując przejście Czerwonych Wierchów w październiku czy listopadzie upewnij się, że masz ze sobą nieprzemakalne ubrania i spory zapas sił.

Dlaczego zdobywać Wierchy jesienią? Wędrówka z plecakiem jest wytchnieniem nawet przy paskudnej pogodzie, bynajmniej jednak nie idzie się na wysokość 2000m po to by patrzeć cały czas na mgłę, nieraz tak gęstą, że traci się z oczu osobę idącą 10 metrów przed nami. Liczy się natomiast na zmienność górskiej pogody. Mgła może podnieść się nagle, a chmury zostać przegnane przez wiatr. Efekt jest bardzo spektakularny, nawet jeśli chwilowy. Czerwone Wierchy stanowią nieraz naturalną granicę chmur – podczas gdy po jednej stronie grani widzimy skłębiony, mokry mrok, po drugiej rozpościera się cudowna panorama. Jesienią na Wierchach jest też dosyć mało ludzi, a Ci których tam spotkasz to przeważnie dobrze przygotowani piechurzy podobni do ciebie.

Bez względu na porę roku, Czerwone Wierchy to trasa na jeden dzień. Nie bardzo jest jak ją podzielić, ale też na ogół nie ma takiej potrzeby. Można natomiast potraktować jako centralny etap kilkudniowego wyjazdu. Na przykład takiego, w którym zaczniesz od Doliny Roztoki i będziesz poruszać się na zachód, przez schronisko w Murowańcu, Kasprowy, Czerwone Wierchy i dalej aż na polanę Chochołowską. Latem utknąłbyś tam w korku, jesienią powinno być luźniej.