Górski gigant opiera się ogromnym ramieniem o skałę i ociera pot z czoła. Jego praca nie jest jeszcze skończona. Mocarne dłonie zaciskają się na stylisku kilofa, którego nawet najtęższy człowiek nie dały rady poruszyć. Olbrzym wciąga powietrze i wydycha je aż od jego oddechu gną się młode drzewa. Słyszy uderzenia młotów swych towarzyszy. Wyobraża sobie jak wspaniałe będzie ich miasto gdy je ukończą. Uderza.

Oczywiście to tylko legenda, ale stąpając po kamiennych ścieżkach w czeskich Skalnych Miastach, nie trudno w nią uwierzyć. Kaniony, łuki i jaskinie, którymi można spacerować wyglądają naprawdę niesamowicie i w wielu miejscach trudno jest uwierzyć, że nie zostały celowo wyrzeźbione przez tajemniczego artystę. Wrażenie potęguje jeszcze zagęszczenie działających na wyobraźnię form skalnych na bardzo małym obszarze – Oba skalne miasta sprawny piechur jest w stanie zwiedzić w ciągu jednego dnia.

Ludny Ardsbach i wymarłe Teplice. Oba miasteczka są bardzo małe, znajdują się tuż za czeską granicą, kilkadziesiąt kilometrów na południe od Wałbrzychu. Ardsbach (Czesi czytają Artszbach) przyciąga turystów znacznie bardziej. Jest tu duży, pełen turystów kemping, restauracje, sklepy z pamiątkami i nawet jakiś zameczek. Teplic nie należy mylić z uzdrowiskiem o tej samej nazwie. Mimo iż tu również znajduje się pole namiotowe z kilkoma domkami do wynajęcia, a gospodarze chętnie wynajmują gościom pokoje, jest znacznie ciszej. Infrastruktury takiej jak sympatyczne restauracyjki nie brakuje, ale można odnieść wrażenie, że miasteczko najlepsze dni ma już za sobą. Odległość między jedną a drugą miejscowością wynosi kilka kilometrów w linii prostej, kilkanaście drogą i 2 stacje kolejką.

Bardziej imponujące ze skalnych miast zaczyna się dosłownie w Ardsbachu. Nawet jadąc samochodem przez mieścinkę widzimy wyrastającą nagle po jednej stronie kilkunastometrową ścianę. Potem odnajdujemy do tej ściany jakby wejście. Przez następne dwie godziny prawdopodobnie poruszamy się wąskimi na 3-5 metrów wąwozami o ścianach wysokich na 10-20 metrów. W kilku miejscach jest tak wąsko, że minąć mogą się tylko dwie szczupłe osoby. Zewsząd witają nas efekty pracy olbrzymów: kamienne Słonie, Kochankowie, Głowa Cukru czy Gilotyna. Na nazwy zasłużyło sobie kilkadziesiąt formacji, ale nawet te które jej nie mają robią wrażenie.

Można zrobić pętlę po samym Ardsbachskim Mieście, ale nic nie stoi na przeszkodzie by skierować się szlakiem turystycznym na południowy wschód, do Teplic. Czeka nas wówczas bardzo przyjemny spacer i możliwość odetchnięcia od tłumów. Mniej więcej w połowie drogi można skręcić jeszcze bardziej na południe, kierując się ku Teplickiemu Skalnemu Miastu. Warto zrobić to choćby ze względu na klasztor i zamek położone na stromych skałach. Zdobywanie ich byłoby bardzo trudne bez nowoczesnej artylerii, ale my na szczęście możemy wejść do nich na własnych nogach. Oczywiście tu znów będzie sporo turystów, ale za to we właściwym skalnym mieście (jeszcze na południe od zamku) można podziwiać dzieło przyrody wśród znacznie mniej licznego grona. Wykonanie obu pętli i przejście przez rezerwat pomiędzy nimi powinno zająć nie więcej niż 8 godzin.

Wrażeń wystarczy na weekend, ale nic nie stoi na przeszkodzie by obrać Teplice lub Ardsbach na bazę podczas zwiedzania okolicy po obu stronach granicy.