Alpy Włoskie kojarzą nam się przede wszystkim z rajem dla narciarzy, ale gdy topnieją śniegi, odsłania się ich drugie, równie piękne oblicze. Kilkaset kilometrów znakomicie utrzymanych szlaków pieszych, możliwość zdobycia trzytysięczników bez specjalistycznego sprzętu i epicki widok z ponad chmur co roku przyciąga wędrowców z całej Europy.

Optymalne warunki do trekkingu w Alpach panują latem i wczesną jesienią. Wprawdzie w dolinach panuje wówczas typowo włoski upał, ale wraz z wysokością temperatura szybko spada. W innych porach roku jest znacznie trudniej ze względu na pokrywę śnieżną (szlaki przysypane na 1,5 m i więcej), lub ryzyko lawin i roztopów. Latem nie konkurujemy też o miejsce z fanami sportów zimowych.

Najbardziej popularny cel piechurów ruszających do słonecznej Italii – Dolomity, jest stosunkowo trudny do osiągnięcia. Najbliższe lotnisko znajduje się w Treviso, skąd czeka nas jeszcze 2-3 godziny jazdy do podnóża gór. Nie ma tam również dogodnego połączenia z Polski. Można natomiast wybrać się na wycieczkę samochodem – optymalnie przez Niemcy i Austrię.

Alpy jednak na Dolomitach się nie kończą. Alpy Bergamskie, masyw Adamello-Presanella czy Punta di Quaira znajdują w zasięgu 1,5 godzinnej wycieczki pociągiem od międzynarodowego lotniska w Bergamo, które z Polską ma świetne połączenie. Samolot warto wybrać także kierując się ku położonym na francuskiej granicy Alpom Kotyjskim gdzie jest dosyć blisko z Turynu.

W Alpach Włoskich wytyczono szlaki piesze nawet na bardzo wysokie i strome szczyty. Te oznaczone Via Ferrata są ubezpieczone i możliwe do przejścia bez sprzętu alpinistycznego (przynajmniej latem), ale wcale nie znaczy, że łatwe. Na mapach można znaleźć stosowne oznaczenia trudności w 5. stopniowej skali. A lub 1 to trasy spacerowe, bardzo proste; E lub 5 przeznaczone są natomiast wyłącznie dla doświadczonych piechurów o bardzo dobrej kondycji i odporności psychicznej na widok przepaści tuż obok.

Mniej doświadczeni najczęściej wybierają region Dolomiti di Sesto (w Dolomitach) lub Alpy Bergamskie (zaczynając z miejscowości Valbondione lub Carona). Duża zaletą obu regionów jest możliwość stopniowania trudności – jeśli znudzą nam się piękne choć łatwe szlaki, możemy ruszyć wyżej, na trudniejsze ferraty i zdobyć na własnych nogach góry przekraczające 3000 m.

Twardzi piechurzy, pewni swoich możliwości, decydują się natomiast raczej na wycieczkę do rejonu Dolomiti di Zordo. Ludzi jest tu znacznie mniej, a strome ścieżynki potrafią dostarczyć sporo emocji. I to te łatwiejsze, bo najtrudniejsza z nich – Constantini to prawdziwe wyzwanie, nawet dla doświadczonych i dobrze wyposażonych wędrowców.

Alpy Włoskie mogą zaskoczyć piechura, który dotąd zdobywał szczyty w Karpatach. Miejsca w schroniskach trzeba raczej rezerwować (nie można spać „na glebie”). Można też spać w licznych kempingach u podnóża gór, gdzie jest znacznie taniej. Duża różnica wysokości i ekspozycji sprawia, że w ciągu dnia wędrówki temperatura potrafi zmienić się z +30º nawet do wartości ujemnych. Koniecznie trzeba mieć ze sobą zarówno okulary przeciwsłoneczne, jak i ciepłą kurtkę.