Przejść przez Tatry na własnych nogach. Zdobyć Rysy, zaliczyć najwyższy szczyt kraju i Korony Gór Polski. Dla niektórych wyzwanie to wydaje się ponad siły. Inni idą, ale wcześniej poświęcają nieco czasu na przygotowanie i skompletowanie ekwipunku. Latem jest znacznie łatwiej i wtedy właśnie warto zdecydować się na przejście polskich Tatr.

By przejść Tatry Wysokie, najpierw trzeba się do nich dostać. Najlepiej od Słowackiej strony by nie musieć potem robić dwukrotnie tej samej, a więc znanej już trasy. Od drogi w kierunku Schroniska Pod Wagą (dla Słowaków pod Rysami) prowadzi podejście tak łatwe, że złośliwi nazywają je autostradą lub podejściem dla inwalidów. Mimo, że jest tak prosto i tak będzie tu mniej turystów niż po naszej stronie. Schody zaczynają się (a właściwie kończą) za schroniskiem. Tu już jest stromo, a jeśli padało to również ślisko. Z samego szczytu Rys można przejść na Wagę, która jest jeszcze kilka metrów wyższa i tym samym postawić stopę wyżej niż w Polsce jest to możliwe.

Zejście obfituje w przeszkody trzech typów. Najgorsi są turyści w sandałach, adidasach i czółenkach przeciskający się w obie strony. Problematyczna może być mgła, która po prawdzie redukuje przeludnienie na stoku, ale też powoduje, że łatwo zgubić szlak. Przy buli trzeba trzymać się łańcuchów, co może być dosyć meczące zwłaszcza jeśli występują dwa uprzednio wspomniane czynniki. Im jednak niżej tym łatwiej i bardziej turystycznie. Przemierzając Tatry na Zachód najlepiej zatrzymać się nad Morskim Okiem.

Wystarczy spojrzeć na mapę by zrozumieć, ze będzie to długi dzień. Najbliższe schronisko jest w Murowańcu, a bardzo miło byłoby jeszcze zahaczyć o Wrota Chałubińskiego. Ten punkt planu możemy jednak odpuścić gdy nie czujemy się na siłach nadrobić ponad półtorej godziny. Dalej podchodzimy żółtym szlakiem na Szpiglasową Przełęcz i schodzimy z niej w kierunku Czarnego Stawu Gąsiennicowego, najpierw żółtym, a potem niebieskim szlakiem. Oprócz fragmentu podejścia na Wrota Chałubińskiego trasa jest raczej prosta, a męcząca głównie ze względu na swoją długość. Sympatyczne schronisko Murowaniec jest po nim prawdziwym wytchnieniem. Właśnie stąd najdzielniejsi mogą szturmować Orlą Perć, na nią trzeba być jednak doskonale przygotowanym.

Nie mając odpowiedniego doświadczenia lepiej ominąć najniebezpieczniejszy w Polsce odcinek szlaku i skierować się na Kasprowy Wierch prostszą trasą. Bezpośrednio z Murowańca prowadzi tam żółty szlak, ale można też swobodnie zrobić nieco obejścia do szlaku głównego, oddzielający się po drodze szlakami zielonym i czarnym. Sam Kasprowy zazwyczaj pełen jest turystów. Od południa i zachodu prowadzą na niego raczej proste szlaki. Warto więc nacieszyć się chwilę widokiem i ruszyć wzdłuż grani, a jednocześnie słowackiej granicy. Pod Kondracką Kopę idzie się nieco ponad godzinę przy dobrej pogodzie, a czyli blisko 3 godzin z Murowańca. Uparty piechur może więc swobodnie ominąć zejście do Kondratowej i maszerować dalej na Czerwone Wierchy. Trzeba jednak przygotować się na spory wysiłek. Do uroczego schroniska na hali Ornak jest ponad 5 godzin, możemy się więc zdecydować na przejście jeśli wyszliśmy z Murowańca odpowiednio wcześnie.

Z Hali Ornak dobrze jest odbić nieco na południe. Jaskinie Mroźna i Smocza Jama są miniaturowym innym światem, wewnątrz i tak różnych od codzienności Tatr. Prowadzi do nich zielony szlak, którym możemy zejść do Ścieżki nad Reglami, którą z kolei bez wysiłku dotrzemy do Doliny Chochołowskiej. Ostatnia noc przypadnie w schronisku na Polanie Chochołowskiej.
By przejść Tatry ze wschodu na zachód potrzeba około 6 dni. Mając więcej czasu można pokusić się o zdobycie kilku dodatkowych szczytów po polskiej i słowackiej stronie.