Tym razem opowieść o tym, czego nie należy robić, że człowiek jednak uczy się na własnych błędach. To także opowieść z nieco odległej już przeszłości, z początków naszego włóczykijostwa opatrzonego ładną nazwą „Wędrówki z plecakiem”. Przejeżdżaliśmy przez Włocławek i przypomniało się nam, jak zgubiliśmy się na ścieżce dydaktycznej w Gostynińsko-Włocławskim Parku Krajobrazowym i nie trafiliśmy na bobra. Za to znaleźliśmy coś zupełnie nieoczekiwanego.

Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy powstał w 1979 roku. Rozciąga się na terenie dwóch województw: kujawsko-pomorskiego i mazowieckiego. Ochroną obejmuje przepiękne tereny leśne, zbiorowiska wodne, szuwarowe, torfowiska oraz te półnaturalne związane z działalnością człowieka. Turystom oferuje aż 9 szlaków turystycznych o różnej skali trudności, 11 krótszych i dłuższych ścieżek przyrodniczo-dydaktycznych, a także szlaki wodne, ścieżki rowerowe, w tym Międzynarodowy Szlak Rowerowy EuroVelo, liczne punkty widokowe, pola namiotowe oraz kempingi. Ucieszyło nas bogactwo flory i fauny, zwłaszcza możliwość spotkania bobrów, a może nawet wypatrzenia rysi, które przywędrowały tu z niedalekiego Kampinosu.

To były początki naszej przygody z aktywną turystyką i pieszymi wyprawami. Trzeba przyznać, że nie przygotowaliśmy się zbyt dobrze na tamtą wędrówkę. Owszem poczytaliśmy o Parku i okolicach, ale życie pokazało, że na szlaku turystycznym różnie bywa. W GWPK każda ścieżka i szlak turystyczny ma opracowany przewodnik. Nie zaopatrzyliśmy się w taki, wierząc, że rysunki na drzewach i „koniec języka za przewodnika” w razie jakiejś awarii wystarczą. Nic bardziej błędnego. Ponadto zawiodły nas buty, brak odpowiedniej odzieży, apteczki i wystarczającej ilości jedzenia. Aktywna turystyka w wykonaniu kompletnych laików. Na naszą pierwszą pieszą wyprawę wybraliśmy ambitną 25-kilometrową trasę z 6 przystankami. Czekały na nas wydmy i kompleks borów w okolicy Dębniaków, piękne Jezioro Lubiechowskie, Jezioro Rakutowskie, wieś Krzewent z ciekawymi stanowiskami archeologicznymi, kompleks łąk w okolicy Gorenia Nowego oraz rezerwat „Olszyny Rakutowskie”, a na deser zespół pałacowo-parkowy w Nowym Duninowie. Buty „utopiliśmy” na podmokłościach wokół Jez. Rakutowskiego, gdzie próbowaliśmy wypatrzeć rzadkie gatunki ptaków. Ponadto mój towarzysz poranił ręce, schodząc z tamtejszej wieży obserwacyjnej. Okazało się, że nie mamy wody. Na niebo wypłynęły czarne chmury. Idąc do wsi, zgubiliśmy szlak. Zaczęło grzmieć, padać, wiać, w końcu lać jak z cebra i walić piorunami. A my w lesie, dosłownie i w przenośni. W końcu jakimś cudem dotarliśmy do punktu widokowego… na innym szlaku turystycznym.

Wróciliśmy głodni, przemoczeni i zziębnięci, z poobcieranymi nogami, zmęczeni dniem, wyprawą, a nawet sobą. I wtedy na siebie spojrzeliśmy. Śmialiśmy się jeszcze długo. Nigdy nie ukończyliśmy naszej pierwszej trasy, nie znaleźliśmy bobra ani rysia. Znaleźliśmy jednak pasję. Nasza miłość do wędrówek z plecakiem okazała się nieprzemijająca i z każdym dniem coraz mocniejsza. Dowód? Nie dawno wróciliśmy z Lemmenjoki.

Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy naprawdę jest wart zobaczenia. Nie powtarzajcie tylko naszych błędów.