Góry Sybilińskie nie są najpiękniejszym pasmem Apeninów, ale za to najbardziej magicznym. Są niezwykłe, tajemnicze, przyciągają jak magnes jakąś nienazwaną siłą. Ale do rzeczy. W 1993 roku Włosi na styku dwóch przepięknych regionów: Marche i Umbrii, utworzyli Park Narodowy Gór Sybilińskich. Pod ochroną znalazły się 72 ha2 pełne łagodnych i ostrych form skalnych, rzek płynących wśród stromizn, malowniczych dolinek, szczytów owianych mgłami i skąpanych w słońcu. Pachnie tu lasem. I ciszą. Pachnie spokojem. A kiedy podczas wędrówki z plecakiem spotkasz kogoś na szlaku, zawsze usłyszysz radosne „Salve!”.

Można też usłyszeć „Strzała Olo!”. Żartowniś. Od razu człowiekowi robi się cieplej na sercu, kiedy na obcej ziemi usłyszy rodzimą mowę. Robi się jeszcze ciepłej, kiedy tamten słyszy „Strzała Angela!”. Jego mina, jak widoki – bezcenna i niezapomniana. Jak się okazuje na szlaku turystycznym często można spotkać Polaków. Ciekawostką jest także to, że obecne logo Parku Narodowego stworzył nasz krajan, a przy jednym z wjazdów do parku Góry witają nas po polsku.

W średniowieczu Góry Sybillińskie owiane były legendami o demonach, nekromantach i wróżkach. Starożytni tutaj lokowali Wyrocznię Sybilli. Jedna z legend zaprowadzi nas popularną trasą turystyczną do Jezioro Piłata (Lago di Pilato). Cesarz Tyberiusz skazał Piłata na śmierć. Jego ciało jechało na wozie ciągnionym przez woły i stoczyło się do jeziora ze Szczytu Zbawiciela (Cima del Redentore). Mówi się, że gdy nadciąga burza to sprawka czarownic znad jeziora. Jezioro Piłata to jedyne jezioro polodowcowe z Apeninach. Gdy ubywa w nim wody, zaczyna wyglądać jak okulary, a w końcu dzieli się na dwa. Ponoć to też sprawka czarownic. Niestety piesze wycieczki nad brzeg jeziora zostały zabronione z powodu ochrony wyjątkowego gatunku małego skorupiaka. Szczyt Zbawiciela jest najwyższym punktem Parku, cechują go bardzo ostre skały i duże nachylenia stoków. W pogodne dni można stamtąd dojrzeć Gran Sasso D’Italia i Adriatyk oraz rozległą wyżynę w okolicach Castelluccio di Norcia.

Góry Sybilińskie to raj dla miłośników czarnych trufli, domowych szynek czy potraw z soczewicy. Przede wszystkim jednak jest to raj dla miłośników przyrody, spokoju i ciszy. Monti Sibillini to góry mało znane, a dzięki temu niezatłoczone. Brak tu wycieczek szkolnych, tłumów z aparatami. Na dwóch trasach turystycznych (Jezioro Piłata, Dolina Tenna) bywa nieco ciaśniej, poza tym „góry nade mną jak niebo”, a pod stopami ścieżka. Właśnie. Tutaj trzeba koniecznie pamiętać, że wyjście w góry to nie piesza wycieczka w trampkach na Kopieniec, ale porządna górska piesza wyprawa. Konieczne są odpowiednie buty i górski niezbędnik w plecaku. Mnóstwo tu stromych podejść, wąskich ścieżek. Legenda mówi, że w Gola dell’Infernaccio (Wąwóz piekła) diabeł miał rzucać kamieniami w wędrowców. Przewodnik dodaje, że zwłaszcza w tych z złych obuwiu. Po Górach Sybilińskich można wędrować samemu lub z przewodnikiem. Dla odważnych i lubiących wyprawy z plecakiem, czyli backpacking stworzono prawdziwe wyzwanie – Wielki Pierścień (Grande Anello dei Sibillini). 120 km w 9 dni dookoła Parku Narodowego. Tę wyjątkową trasę turystyczną można przebywać także na dwóch kółkach. Na całej długości znajduje się bardzo dobre zaplecze turystyczno-gastronomiczne.