Wyprawa piesza z plecakiem po Irlandii. Za górami, za lasami, a właściwie na drugim końcu tęczy można znaleźć nie tylko garniec pełen złota, ale i krainę pełną zieleni oraz niezwykłych skarbów. Konkretnie chodzi o Irlandię, hrabstwo Kerry i okolice Killarney. To właśnie tu znajduje się najstarszy irlandzki park narodowy. Utworzono go w 1932 roku, zajmuje ponad 11 tys. ha. Jest ostoją jelenia europejskiego i… leprechaunów, przynajmniej tak twierdzi jeden z ogrodników pracujących starej rezydencji Muckross. Leprechauny lubią samotność i nie pokazują się zbyt często. Być może dlatego, że Killarney jest tak często odwiedzane przez amatorów aktywnego wypoczynku i wędrówek z plecakiem.

Czego tu nie ma? Góry, górki, pagórki, lasy, łąki, wrzosowiska, torfowiska, uroczyska… to tak trochę na dziko i bliżej natury. Na „niedziko” i bliżej ludzi są park, trawniki, ścieżki, ścieżyny, zaciszne i urocze uliczki, kościółki, domki, ogródki… Słowem jest wszystko, czego dusza zapragnie. Szlaki turystyczne wiodą po jednych i drugich, a przewodnicy, jak i zwykli mieszkańcy, to urodzeni bajarze. Wystarczy się uśmiechnąć i o coś zapytać. Lepsze to niż najlepszy drukowany poradnik. Tylko piesza wędrówka może się trochę przedłużyć. Ale to jak wszystko tutaj też ma swój niepowtarzalny urok.
Pomimo wielkiej popularności, jaką cieszy się Killarney, wcale nie ma tu tłoczno. Kiedy idzie się ścieżką wśród zielonych pagórków, mimo iż człowiek znajduje się na szlaku turystycznym, to i tak przez wiele kilometrów może nikogo nie spotkać. I to jest cudowne! Bezkres zieloności, bezkres błękitnego nieba i między tym człowiek. Niesamowite uczucie. Irlandia jest zadziwiająca. Przepełniającą ją moc czuć w każdym mijanym kamieniu. Czuć ją w pamiętającym czasy prehistoryczne kamiennym kręgu w Lissivigeen i w XV-wiecznym opactwie Muckross. Piesza wędrówka na Carrauntoouhill to dopiero spotkanie z magią. Trochę tu jak wśród skalistych Tatr i bieszczadzkich połonin. Drzew jest niewiele, ale za to co rusz kamienie i owce. Po drodze czekają malownicze niespodzianki i przeróżne podłoże pod stopami. Jest lodowata rzeka Gaddagh i zaskakujące jeziorko Callee, błoto, strome podejście na Drabinie Diabła, na 41 m przed szczytem owce. Tak więc odpowiednie buty oraz wycieczkowy, górski niezbędnik w plecaku są obowiązkowe. A na najwyższym szczycie pasma Macgillycuddy’s Reeks stoi krzyż i murek usypany przez tych, którym się udało.

Zdobycie szczytu to nie koniec niesamowitej wędrówki z plecakiem na plecach. Czekają na nas jeziora. Trzy największe i najpiękniejsze Lough Leane, Lough Muckross i Upper Lake połączone są ze sobą kanałem. Rejs łódeczką to niesamowita przygoda, zwłaszcza kiedy na jeziorach pojawia się mgiełka. Wyrastająca z Lough Leane wyspa Inisfallen i znajdujący się na niej klasztor wyglądają wtedy naprawdę baśniowo. Czas wracać.

Po aktywnym wypoczynku na świeżym powietrzu czas na dodatkową porcję relaksu. Kąpiel, może trochę snu. W Killarney jest mnóstwo małych hoteli i pensjonatów, a wszystkie bez wyjątku są naprawdę bardzo przytulne. Małe, śliczne kamienice lub domki z malowanymi okiennicami, doniczkami pełnymi kwiatów. Stoją w cichych, uroczych uliczkach w otoczeniu drzew i krzewów. Ale czeka nas jeszcze jedna piesza wycieczka. Pachnie tam cudownym jedzeniem, słychać radosny śpiew, a płynne złoto podają w kuflach.