Kraina Wygasłych Wulkanów z widokiem na szczyty Sudetów. Złapałem wreszcie parę dni urlopu i zdecydowałem skorzystać z aktualnego od kilku lat zaproszenia starego kumpla. Z Markiem nie widzieliśmy się, od kiedy przeprowadził się na południowy zachód Polski. Nawet nie wiedziałem, gdzie dokładnie mieszka. Gdzieś za Wrocławiem, jadąc z mojej strony.

Początek trasy – podobnie jak jej zdecydowana większość – jest łatwy i przyjemny, spacerowy. Pogoda sprzyja, akurat trafił się jeden z tych ciepłych, kwietniowych dni, w które słońce już grzeje, ale jeszcze nie parzy. Z przyjemnością idę, rozprostowuję plecy przygarbione od ciągłego siedzenia za biurkiem.

Za jakieś dwie godziny powinniśmy dotrzeć na Ostrzycę – ponoć jednego z głównych reprezentantów Krainy Wygasłych Wulkanów, jak określane jest Pogórze Kaczawskie. Jestem ciekaw tego wzniesienia. Choć nie jest wysokie (ledwie pół kilometra nad poziomem morza), w końcu to pozostałość po wulkanie.

Już z daleka zobaczyłem jak majestatycznie wznosi się nad okolicą. Piękny kształt spłaszczonego stożka, wypisz-wymaluj japońska Fudżijama! Marek śmiał się, kiedy podzieliłem się tym spostrzeżeniem. “Tak właśnie ją nazywają. Śląska Fudżijama”. Ignorancja kontra ja: dwa do zera.

Po dotarciu na szczyt Ostrzyca kupiła mnie zupełnie. Poszarpane erozją zbocza ze swoimi gołoborzami, z góry widok na okoliczne pola i łąki, poprzecinane świerkowymi zagajnikami. A za nimi, patrząc na południe, dostrzegłem w oddali ośnieżone szczyty Sudetów.

Z Ostrzycy schodzimy do Proboszczowa, w którym Marek pokazuje mi Gruzina – ponad 150-letni dąb kaukaski. Ładny kawał drzewa. Robię zdjęcie i idziemy dalej żółtym szlakiem – już niemal “po równym”. I kiedy już doszliśmy do Sędziszowej i spodziewałem się, że to koniec atrakcji na ten dzień, doszliśmy pod Organy Wielisławskie – niezwykle ciekawą formację skalną powstałą z zastygającej lawy, która faktycznie przypomina organy. Nocujemy u gospodarzy.

Rano idziemy dalej żółtym Szlakiem Wygasłych Wulkanów na wschód. Docieramy na Ziębniak, skąd roztacza się naprawdę ciekawa panorama. Oczywiście widać Fudżijamę, ale oprócz niej też pasmo Gór Kaczawskich z najwyższym szczytem Barańcem (720 m n.p.m.) i pasmo Wzgórz Muchowskich. Za wsią Pomocne mija nas grupa rowerzystów, spotykamy też sporo lokalnych spacerowiczów, którzy zmierzają w stronę kolejnego wygasłego wulkanu – Czartowskiej Skały (463 m n.p.m.). Skała jest pozostałością po wulkanie tarczowym i prezentuje piękną ścianę ukształtowaną z bazaltowych kolumn. Kraina Wulkanów podoba mi się coraz bardziej, ale pogoda się psuje i zaczyna padać. Mieliśmy jeszcze pochodzić, ale to chyba zostanie na kolejny dzień. Już w strugach wiosennego deszczu kierujemy się na zamówiony odpowiednio wcześniej odpoczynek do Chatki PTTK Pod Lipą.

W Muchowskich Wzgórzach wchodzimy najpierw na wzgórze Mszana (475m). Marek prowadzi pewnie leśnymi ścieżkami do bazaltowych słupów. A obok ciekawostka – stara wieża widokowa, z której widok jest całkowicie przesłonięty wyższymi od niej drzewami. Po krótkim spacerze przecinamy szlak rowerowy i wzdłuż rzeki Jawornik przechodzimy do Wąwozu Myśliborskiego. Efektem wczorajszego deszczu jest niestety rozmięknięty grunt, ale za to las wspaniały. A potem pozostałość kolejnego wulkanu – Organy Myśliborskie. Lawa, która zastygła jakieś 30 milionów lat temu.

Kiedy o tym myślę, wydaje mi się, jakby całe moje życie trwało dla tej skały tylko ułamek sekundy. Ja na szczęście Pogórze Kaczawskie mogę podziwiać przez parę dni. Na następny raz zostawiam okolice Złotoryji. Krainę Wygasłych Wulkanów opuszczam z dużą ilością zdjęć i pozytywnych wrażeń.