Nowe, turystyczne trasy do trekkingu
Chodzenie po górach z dala od cywilizacji
Szlaki turystyczne w górach w Rumunii

O Karpatach w Rumunii raczej jedynie słyszeliśmy. Odwiedziła je dotąd garstka zapaleńców, którym niestraszny brak cywilizacji, a przynajmniej infrastruktury turystycznej. Fala jednak przybiera na sile. Do Rumunii trafiają kolejni piechurzy znudzeni dobrze utrzymanymi, ale też bardzo zadeptanymi szlakami w Polsce i na Słowacji. Powoli poprawia się też oferta samej Rumunii – z każdym rokiem więcej jest schronisk, oznaczonych szlaków, przejezdnych dróg. Niedługo przestanie to być dla nas kraj egzotyczny, warto więc skorzystać z jego „dzikości” dzisiaj.

Jeśli nastawiamy się na spokojny trekking i nie mamy zamiaru taszczyć ze sobą namiotu oraz prowiantu na kilka dni, bardzo przyjemny będzie masyw Rarau, lub szerzej Rarau-Giumalau. Jest to jeden z lepiej utrzymanych regionów turystycznych, nawet czasem zdarzają się schroniska i dające się odczytać oznakowanie szlaków. Są tu też całkiem porządne drogi, można więc dojechać autobusem, czy własnym samochodem. Masyw sięga 2300 m wysokości, skoro jednak nie mamy doświadczenia, zaczniemy od „Skał Księżniczek”. Podobnie jak nasza Śnieżka, choć nie są bardzo wysokie (wyższy szczyt ma 1634 m), to zdecydowanie wyrastają ponad swoje otoczenie, dając doskonały punkt widokowy. Dojeżdżamy więc do miejscowości Kimpulung Mołdawski (bo to historyczna Mołdawia), do której prowadzi droga krajowa nr 17. Można na „Księżniczki” wejść też z drugiej strony, ale tu łatwiej o nocleg.

Szlak początkowo wygląda bardzo zwyczajnie. Nieustępliwie pnie się pod górę z wysokości ok. 700 m n.p.m.. Prowadzi głównie lasem, okazjonalnie drogą, choć bynajmniej już nie dobrą. Wreszcie wkraczamy do rezerwatu Pietrele Doamnei, lecz nie widzimy wyraźnej różnicy. To raczej przypomina stopniowe zagłębianie się inny świat, wypełniony śpiewem ptaków, zielenią i brakiem ludzi. Przyzwyczajeni do wszechobecnych turystów wgapionych w telefony, porzuconych śmieci i innych aspektów cywilizacji, od której ledwie się uwolniliśmy, trochę nie dowierzamy własnym zmysłom. Mijamy okazjonalnie jedynie innych, podobnych do nas turystów. Węgrów, Niemców. Może kilka niewielkich grup w ciągu całego dnia.

Wspinamy się coraz wyżej i powoli zaczyna nam brakować tchu. Progi skalne są tu wyższe, trzeba czasami przytrzymać się rękami. Robi się stromo. Ale też niesamowicie ładnie. Mimo, że do lata daleko, słońce ogrzewa twarze i oświetla cały ten niesamowity krajobraz, który widzimy po raz pierwszy ok. 100 m poniżej szczytu. Im wyżej tym trudniej, ale nie aż tak, żeby czterdziestolatek z brzuszkiem nie dał rady. Za szczytu jednej z Księżniczek widać masywy górskie oddalone nieraz o kilkadziesiąt kilometrów. Wszędzie tu są góry, pooddzielane od siebie głębokimi dolinami i przełęczami. Kierujemy się więc dalej na zachód. Po tej stronie schronisko jest znacznie bliżej szczytu. Widać, że ostatnio gospodarze próbują trochę dorównać standardom europejskim, ale wokół jest taka głusza, że nie możemy mieć wątpliwości, że znajdujemy się w Rumunii. W zasięgu jednodniowej wędrówki mamy kilka szczytów przekraczających 2000 m. Na nie jednak wejdziemy gdy będziemy mieć lepsze przygotowanie.