Słowacja nie jest już tak tania jak była kilka lat temu, ale dla piechura w dalszym ciągu pozostaje krajem przepięknym, pełnym bardzo widowiskowych szlaków pieszych. Trasy biegną przez cały kraj, od Małych Karpat po Slanske Vrchy. Warto wybrać się w Niżne Tatry, Fatrę, przejść z plecakiem szlaki turystyczne prowadzące wzdłuż granicy Polski. Zacząć najlepiej od Słowackiego Raju. Dlaczego? Po prostu jest tu pięknie. Szlaki nie są też trudne i nie powinny zniechęcić nawet początkującego turysty. Mogą natomiast dostarczyć sporo wrażeń.

Zacząć można od południa (Dedinky), północnego wschodu (Spisska Nova Wes) lub północnego zachodu (Podlesok). Jako, że część szlaków jest jednostronna i można nimi wchodzić jedynie pod górę, ta ostatnia opcja wydaje się najlepsza. Nie trzeba się jej jednak trzymać kurczowo. Położone na środku Raju schronisko Klastornisko, obok którego rozciągają się ruiny bogatego niegdyś klasztoru może posłużyć za dogodną bazę wypadową na cały park narodowy. Ma tylko tę wadę, że jest dość drogie, natomiast służy zacnym jedzeniem, dobrym słowackim piwem i atmosferą, która sprawia, że trudno się w nim nie zatrzymać.

Jedziemy tam jednak po coś więcej niż tylko kolację przy ruinach klasztoru. Chcemy chodzić, dźwigać plecak i zachwycać się pięknem przyrody. Tego na pewno nam nie zabraknie. Największe wrażenie robią niemal pionowe podejścia na jednostronnych szlakach, które niejednokrotnie kierują nas wzdłuż wodospadu. Woda spada kaskadami ledwie kilka metrów od nas, a są takie miejsca, że można zaryzykować sięgnięcie do niej dłonią. Na bardziej płaskich odcinkach również często idzie się wzdłuż strumieni.

Trasa byłaby dostępna tylko dla doświadczonych taterników, ale wszędzie po drodze napotykamy ułatwienia. Są mostki, kładki, łańcuchy, metalowe platformy i najlepsze ze wszystkich – drabiny. Wspinając się po nich nieraz blisko 10 metrów szybko uświadamiamy sobie skąd bierze się lęk wysokości. Dzięki nim docieramy, tam gdzie nie dalibyśmy rady się wspiąć bez lin i uprzęży, wypuszczamy powietrze i ruszamy dalej. Na przykład na Przełom Hornadu, gdzie szlak prowadzi dosłownie po ścianie urwiska, w które wwiercono nieco pomocniczych platform. Kiedy mamy już dość mocnych wrażeń, możemy skierować się na bardziej lesistą i łagodniejszą Tomasovą Belę, która przecina park z północy na południe.

Po obu stronach Słowackiego Raju są też dodatkowe atrakcje, choć już niezwiązane z przemierzaniem turystycznych szlaków pieszych. Spisska Nova Ves to małe, ale urokliwe miasteczko z genialnym widokiem z dzwonnicy, a obok Dedinek rozciąga się sympatyczne jeziorko. W całym regionie jest bardzo ładnie. Najlepsze jest jednak to, że nawet przeciętnie sprawni piechurzy mogą dotrzeć w miejsca zapierające dech w piersi. To jest właśnie raj.