Wejść na wulkan o wysokości ponad 3500 metrów. To brzmi dumnie i wydaje się poważnym wyzwaniem. Jest takim jednak głównie pod względem finansowym, a od kiedy ceny w Hiszpanii nieco spadły, Teneryfa – Wyspy Kanaryjskie – stała się bardziej dostępna także pod tym względem. Zwłaszcza jeśli nie planujesz lecieć tam w środku lata.

Masyw Teide wyrasta właściwie bezpośrednio z morza. Najbardziej ambitni mogą więc znaleźć trasę, którą w ciągu kilku dni pokonają pełne 3718 m. W praktyce pierwszy kilometr lub dwa wygodniej jest wjechać samochodem, nawet jeśli jesteś nastawiony na dłuższą wędrówkę. Aż do wysokości 3555 m kursuje też kolejka.

Samo podejście jest dosyć proste, nie wymaga nadzwyczajnych umiejętności ani sprzętu. Zdarzają się turyści wchodzący na szczyt w lekkich butach, z rękami zajętymi przez aparat i butelkę z wodą. Tej ostatniej trzeba trochę ze sobą zabrać – przez większość trasy jest gorąco i sucho. Na samej górze robi się chłodno, ale w Alpach na tej samej wysokości można zamarznąć, podczas gdy na szczycie Teide wypadałoby założyć kurtkę i czapkę. Raczej prosty i rozdeptany szlak wynagradza nam natomiast niesamowity widok jaki rozciąga się z wyższych partii masywu. Wtedy tez doceniamy doskwierającą nam wcześniej bezchmurną pogodę.

Kiedy już zdobędzie się najwyższy szczyt Teneryfy, warto rozejrzeć się za mniej uczęszczanymi i co najmniej równie ciekawymi miejscami na trekking. Jeśli lubisz poruszać się wąwozami i rozpadlinami skalnymi masz przed sobą kilka udanych dni w masywach Anaga i Teno. Szlaki kluczą tu wśród skał, które potrafią wyrastać kilkaset metrów pionowo w górę. Robią epickie wrażenie zarówno gdy spoglądamy z góry w przepaść, jak i z dołu, gdy od samego patrzenia kręci się nam głowie. Ikoniczny jest tu wąwóz Masca, ale nie wahaj się pozwiedzać innych na własną rękę. Dla nieco wytrwalszych i bardziej doświadczonych piechurów, ciekawy powinien być tez szlak Camino de Chasna – Paisaje Lunar. W samym masywie Teide też nie musisz poprzestawać na jego szczycie. Wokół jest kilka niezłych górek, które choć niższe (2000-3000 m) są też odwiedzane przez niedzielnych turystów.

Teneryfa jest miejscem super-turystycznym. Z jednej strony jest tu więc doskonała infrastruktura, z drugiej ceny mogą być dosyć wysokie. Mimo to na miejscu warto wynająć samochód. Dobre trasy trekkingowe są od siebie z reguły nieco oddalone, a przedzieranie się piechotą przez rozgrzane doliny do przyjemnych nie należy. Optymalnym momentem na trekking jest tu wczesna wiosna (patrząc na Polski kalendarz, bo na Kanarach przecież nie ma czterech pór roku), ewentualnie jesień. Także zimą trasy piesze są możliwe do przejścia bez drogiego ekwipunku. Dopiero powyżej 2000 m robi się trudno, ale na pewno nie aż tak jak w Alpach na podobnej wysokości.

W przeciwieństwie do Hiszpanów z innych regionów, mieszkańcy Teneryfy bardzo dobrze znają język angielski, a często też niemiecki czy francuski. Można podróżować z namiotem i na ogół nie ma problemu z jego rozbijaniem. Trzeba za to zapoznać się przepisami drogowymi. Mandaty potrafią być bardzo kosztowne.