Zgadnijcie, którą część łuku wybraliśmy. Oczywiście, że północną. To tam w Serra de Peneda znajduje się większość nieco zapomnianych przez Boga pasterskich wiosek, brandas i zimowych inverneiras. Nadal toczy się w nich spokojne życie, którego tory wyznaczają natura i święta religijne. Ich wdzięczne nazwy to Castro Laboreiro, Peneda, Gavieira, Lindoso i Soajo. Wioski oddalone są od siebie o 12 do 25 km, więc to czasem piesza wyprawa na cały dzień. Chyba, że poruszamy się samochodem: własnym, pożyczonym lub złapanym.

Oczywiście należy pamiętać, że kodeks drogowy dla Portugalczyków jest jak kodeks piratów, są to zaledwie wskazówki. Niemniej jednak tutejsi górale zawsze się zatrzymywali i pytali, czy pomóc, podwieźć, nawet jak nie mieli miejsca. Są niezwykle przyjaźni, zwłaszcza pan z objazdowego sklepiku, którego spotykaliśmy parę razy i z którym wychyliliśmy niejeden napój. Na szlaku turystycznym w Gerês należy pamiętać o nawadnianiu. Tak jak podczas każdej wędrówki z plecakiem.

Zaczęliśmy od Castro Laboreiro – bramy prowadzącej w głąb tutejszych gór. Już z daleka powitało nas poszczekiwanie hodowanych tu psów pasterskich, beczenie owiec pasących się na okolicznych polankach i stromiznach, małe, granitowe budowle nadgryzione zębem czasu, śpiewny język, smakowite zapachy i starsza pani rozcierająca ziarna małymi żarnami. Czas się zatrzymał. Wioska Peneda leży z kolei w otoczonej skalistymi szczytami dolinie. Znajduje się tu przepiękny kościół Santuário de Nossa Senhora da Peneda. Zamieniamy na chwilę wędrówkę z plecakiem na wspinaczkę po przepięknych schodach podobnych do tych z słynnych z okolic Bragi.

W czasie pieszej wyprawy do Soajo towarzyszy nam jeden z mieszkańców, który wraca do siebie. Jest gadatliwy, prowadzi nas własnym szlakiem turystycznym „na skróty” i opowiada nam o espigueiros, wielkich kamiennych spichlerzach wyglądających jak grobowce oraz o dzikich koniach, które potrafi oswajać. Trochę nie chce się nam wierzyć. Jednak kiedy pod wieczór dochodzimy do wioski, stajemy jak wryci. Z gór schodzą stadka owiec, a 24 monumentalne budowle zwieńczone krzyżami stoją spokojnie na kamiennych nóżkach w promieniach zachodzącego słońca. W oddalonym o 5,5 km Lindoso jest ich 50. Jest też niesamowity XIII-wieczny zamek obronny Castelo Afonsino.

Następnego dnia nasz nowy kompan zabrał nas na pieszą wyprawę w góry. Pierwszy raz w życiu widzieliśmy dzikiego konia. Niesamowite. Wieczorem czekała na nas uczta w postaci caldo verde zupy z tutejszej kapusty i szklaneczka wina. Nasi gospodarze nie chcieli pieniędzy, więc ały następny dzień pomagaliśmy w gospodarstwie. Ja spędziłam ten dzień cudownie, przy garach, mój kompan w polu i przy owcach. Do dziś twierdzi, że było cudownie. Wyprawa do Gerês okazała się jedną z najcudowniejszych, jakie odbyliśmy.

Na koniec naszego „ekstremalnego” pobytu w Peneda Gerês zafundowaliśmy sobie pobyt „luksusowy”. Ruszyliśmy Szlakiem Wina przez region Vinhos Verdes, delektując się smakiem dorsza bacalhau à Gil Eanes czy też pstrąga truta à minhota com presunto, podziwiając kamienną architekturę, zwiedzając winnice i śpiąc w zabytkowych rezydencjach.

Najmilej wspominamy jednak „zatrzymany czas” w Soajo, tamtą dobrą energię, ludzi, smak ryb, które sami złowiliśmy, proste fizyczne prace, zielone wzgórza, błękitne niebo, spokój.

Czytaj piewszą część wyprawy do Parku Narodowego Peneda Geres.