Przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego (GSB) – oznaczonej kolorem czerwonym trasy biegnącej z Ustronia do Wołosatego – jest wyzwaniem, które podejmuje mały odsetek ludzi w ogóle chodzących po górach. Są ku temu dwa najważniejsze powody. Przede wszystkim, trzeba mieć na to czas. Szlak przebiega przez teren 3 województw, ma ok. 500 km długości – według różnych źródeł od 495 km nawet do 520 km, a różnice wynikają z ponownego wytyczania niektórych odcinków na przestrzeni lat.

Przejście całości zajmuje około 3 tygodni. Zaprawieni wędrowcy skracają ten czas do kilkunastu dni, o ile po drodze unikną kontuzji. Rekordy należą do ultramaratończyków – przebiegnięcie szlaku zajęło Maciejowi Więckowi 114 godzin i 50 minut (z grupą wspierającą). A tak naprawdę wszystko zależy od sprawności i warunków na szlaku.

Drugim powodem, dla którego tylko nieliczni przechodzą cały GSB, jest konieczność posiadania odpowiedniej do tego kondycji. Ale nie tylko fizycznej, decydującej o tym, czy mięśnie i płuca wytrzymają łącznie 23 kilometry podejść. Potrzebna jest również siła psychiczna. Zdrowy rozsądek jest podstawą do racjonalnego zaplanowania trasy, oszacowania sił na zamiary. Poczucie ważności celu każe wstać o świcie i otrząsać sen z powiek już na szlaku. A siła woli pozwoli przejść kolejny odcinek pomimo zmęczenia, albo kontynuować podróż w nieprzychylnych warunkach pogodowych.

Potrzeba osiągnięcia czegoś niecodziennego jest tylko jedną z motywacji kierujących wędrowcami przemierzającymi GSB. Prawdopodobnie najważniejszym powodem jest piękno i bogactwo krajobrazów. Widok Tatr z Babiej Góry czy wschód słońca nad połoninami na długo zapadają w pamięć. Niewątpliwie przejście całego szlaku z Ustronia do Wołosatego jest przygodą – można się sprawdzić w trudnych sytuacjach, zmierzyć z niekorzystną pogodą, zobaczyć wilki, sarny, zające a czasem i niedźwiedzia.

Na wyprawę Głównym Szlakiem Beskidzkim najlepiej wybrać się latem. Oczywiście da się go przejść o każdej porze roku, również w zimie i są relacje osób, które tak zrobiły, przy czym jest to znacznie trudniejsze. Nie tylko z powodu śniegu, ale też ze względu na sezonowość otwarcia niektórych schronisk na trasie (lipiec-sierpień). A wersja “namiot zimą” pozostaje dla najbardziej zaprawionych i doświadczonych. Dodatkowo od jesieni do wiosny dzień jest znacznie krótszy, co wymusza skracanie odcinków. Niektóre co prawda można swobodnie przejść z czołówką, ale zawsze w takich sytuacjach istnieje większe ryzyko zagubienia szlaku.

Miejsca kolejnych noclegów warto zaplanować jeszcze przed wyruszeniem na szlak. W sezonie turystycznym warto w niektóre z nich zadzwonić wcześniej, żeby zarezerwować sobie miejsce. Poza sezonem – żeby upewnić się, że w ogóle są czynne, co pomoże uniknąć przykrej niespodzianki po dotarciu na miejsce. W zależności od odcinka, przenocować można w schroniskach (np. na Wielkim Stożku, na Hali Miziowej, na Starych Wierchach, czy w schronisku PTTK w Komańczy), kwaterach prywatnych, bacówkach lub bazach namiotowych, udostępniających, oprócz placu na postawienie własnego namiotu, również “bazowe” namioty.

Również zakupy warto zaplanować wcześniej, uwzględniając, że w niektóre dni sklepy w małych miejscowościach mogą być pozamykane. Wodę można w dużej mierze czerpać z okolicznych źródeł – wtedy pamiętajmy o uzdatnianiu wody – choć warto mieć ją też ze sobą.